środa, 5 sierpnia 2015

GenCon 2015

GenCon 2015 za nami.
Byliśmy na tej ogromnej imprezie po raz trzeci.
I tak jakoś się składa, że ostatnimi czasy więcej nas za oceanem. A pomimo tego, wciąż mnie to dziwi. Ten ocean taki ogromny. A my tak przez niego po prostu hop i już?
Uwielbiam podróżować. Uwielbiam być w drodze. Uwielbiam latać. Uwielbiam ten pośpiech lotniskowy.
Przed GenConem spędziliśmy kilka bardzo udanych dni u przyjaciół w Chicago. Pograliśmy.
A ja się oczywiście zakochałam. Od prawie pierwszego spojrzenia.
Tak naprawdę to od drugiego bo grę o której mówię, Arboretum, wypatrzyłam sobie już na targach w UK ale nie miałam czasu w nią zagrać.
Udało mi się w Chicago. Cóż, o miłości ciężko pisać. Albo się kocha ślepo albo nie.
Trzewik oczywiście gry tej nie cierpi. Ale nie pytam czemu. Nie chcę wiedzieć.


A GenCon?
GenCon to ogromna, przeogromna impreza. I o ile za pierwszym razem czułam się tam zagubiona, to teraz czuję się tam prawie jak na naszym Pionku. Z powodu ludzi oczywiście. Ludzi, których znaliśmy wcześniej tylko z internetu a od trzech lat znamy osobiście.

Gdyby nie ci ludzie to GenCon, jak i każdy inny con, byłby nie do przetrwania. Bo jak wytrzymać jedenaście godzin dziennie na stoisku, stojąc i mówiąc? Nie da się.

Zaliczyłam też wpadkę. Towarzyską. Aż mi do dzisiaj głupio. W ostatni dzień wszyscy przychodzą się pożegnać. Przyszła też nasza ulubiona ekipa z Matagot...z kimś, kogo nie znam. Wyściskaliśmy się, pożegnaliśmy. W końcu wyciągam rękę do tego kogoś, kto z nimi przyszedł i mówię:
"Nie znam cię ale też do zobaczenia".
Na to ten ktoś odpowiada cicho i raczej nieśmiało:
"Jestem autorem Lewisa i Clarka"
...kurtuna na głupotę moją.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Lubię zbiegi.

Lubię Facebooka. Niby ma wiele wad ale masz też cudowną zaletę - umożliwia kontakt z ludźmi, nawiązywanie nowych znajomości. Och, owszem, często tylko wirtualnych . Ale co z tego? Że niby nie wiem, kto się czai po drugiej stronie? No ok, nie zawsze wiem. Ale mam takie super kryterium oceniania, czy chcę z kimś się wirtualnie znać czy nie...
Gdy dostaję zaproszenie od kogoś, zawsze sprawdzam, czy ten ktoś gra w gry planszowe. Jeżeli gra, to to przecież jest NASZ CZŁOWIEK.
Społeczność graczy wprawdzie rośnie ale nie oszukujmy się, nadal jesteśmy niszą. Zatem, gdy ktoś w Polsce gra, jest nasz i już.
Ruszam dzisiaj do Bułgarii. Byłam tam ostatni raz jako dziecko i raczej wtedy nie grałam. Ruszam dzisiaj do Bułgarii i zbadam grunt, czy w takim wściekle zaludnionym kurorcie jakim jest Słoneczny Brzeg, znajdę graczy?;-)
Jestem wyznawczynią teorii, że życiem rządzą zbiegi okoliczności. Ja na nie zawsze liczę i zawsze się to sprawdza.
Zatem wyruszam na poszukiwania kolejnych zbiegów....okoliczności. W walizce na wszelki wypadek upchnęłam gry.

środa, 8 lipca 2015

Co wy tu właściwie robicie?

Muszę przyznać, że o ile jestem przyzwyczajona do dziwnych pytań ludzi  i do ich niedowierzania, gdy mówię, że NAPRAWDĘ  moja praca to gry planszowe to i tak nadal mnie to bawi. I chyba nigdy bawić nie przestanie.
Cały poprzedni weekend spędziliśmy w pobliskim centrum handlowym. W sobotę trzynaście godzin, w niedzielę jedenaście. Męczące. Ale i zarazem przyjemne bo towarzystwo mieliśmy zacne i rozrywkowe.
Ponieważ jest lipiec, pogoda bardzo plażowa to i ludzie wakacyjni i plażowi. W sobotę do południa nie odwiedził nas nikt. Ludzie tylko wpadali do Auchan po piwo i pędzili nad wodę. Po południu już jakby pęd grillowy się skończył. Zaczęli się pojawiać ludzie. Żywi, prawdziwi ludzie. Z prawdziwymi, żywymi słowami:

- Co wy tu macie?
- Gry planszowe, tak po prostu?
- Wszedłem bo przeczytałem plakat i nie wierzę.
- Babciu, kup mi grę! Dziecko, chodź po klocki!
- O, grałem kiedyś w Talizman.
- Jak to gry planszowe dla dorosłych?
- Ty, patrz jakie dziwne.
itd itp

W niedzielę natomiast już cały dzień graliśmy. Och, jasne, że nie było tłumów. Ale przez cały dzień ktoś u nas grał. A było, że i na kilka stołów tłumaczyliśmy reguły. I nawet mieliśmy jednego chłopaczka, który przyszedł do nas w sobotę i dosłownie zamieszkał. Opuścił nas w niedzielę wieczorem. Siedział i grał. Chyba nawet nic nie jadł.
Spotkanie z grami planszowymi w centrum handlowym...dziwny stwór. Stwór, który może na jesień trochę podrośnie.


piątek, 3 lipca 2015

Czy to możliwe?


Czy to możliwe, że gry planszowe coraz częściej pojawiają się w miejscach w których jeszcze do niedawna nikt o nich nie słyszał.
Czy gdyby dziesięć lat temu, ktoś wam powiedział, że w pobliskim centrum handlowym będzie weekend z grami planszowymi, to uwierzylibyście?
Ja na pewno nie. Jeszcze kilka lat temu, gdy ktoś pytał, czym się zajmujemy, było ciężko się wytłumaczyć.
A teraz...teraz nawet Lena nie ma problemu z wytłumaczeniem w szkole, czym się zajmuje jej tata.
Gry planszowe od pewnego czasu są wszechobecne. A jutro przed nami próba ogniowa.
Czy uda się zrobić spotkanie z grami w centrum handlowym?
Czy to się uda? Przyznam, że jestem pełna niepokoju. Niby powinno być super, mamy dużo stołów, mamy tam klimatyzację, tuż obok są restauracje itp. Niby wszystko jest. Ale jest też lipiec. Upalne dni, ludzie nad wodą...
A gry planszowe to już nie to co kiedyś, skończyła się era geeków, którzy woleli nie jeść a grać. Nie spać a grać.
Nic to. Zobaczymy jutro, czy geeki nadal są i przyjdą pograć.
Do zobaczenia!

piątek, 26 czerwca 2015

Piątkowo, nieśmiało powracam. Rozdział pierwszy.

Na-pew-no to po-mo-że i bę-dę chu-da jak wiór. Albo jak Angelina Jolie.
Myśli skakały mi rytmicznie w głowie wraz z każdym krokiem. A właściwie biegiem. Cała Polska biega. Wszyscy. To i ja biegam. Prze-cież dam ra-dę. Chyba. Bo nie wiem, czy to nie jest zabójcze. Opcji jest kilka. Na przykład padnę po drodze na zawał. I będę pierwszą  prawie biegaczką, która padła na pierwszym kilometrze. Może też być, że poprzez zalewający mi oczy pot nie zobaczę kamienia i się po prostu wywalę. Może mnie też dzik zaatakować. Podejrzewam, że wydzielam aktualnie dosyć obiecujący zapach. Nie wiem tylko, czemu gdy wracam z tym obiecującym zapachem do domu to mąż się na mnie nie rzuca z dziką namiętnością. Chyba nie te feromony jednak. Bo nawet boję się pomyśleć, że nie ten wiek. Lepiej myśleć, że to zapach. 
- Dwa kilometry. Osiągniesz swój cel...
No i nie wiem, kiedy osiagnę cel bo zadzwonił mi telefon. Ale wcale nie chciałam wiedzieć.
- Zojka, wiesz co sie stało?!- wykrzyczała mi do ucha Tośka, moja przyjaciółka od zawsze.
- Nie wiem.
- Powiem ci! Słuchaj, ta zołza zmarła.
- Twoja teściowa?
- No tak, znasz inne zołzy?!
Znam. I to sporo. Ale faktycznie, teściowa Tośki biła rekordy.
- W piatek jest pogrzeb. Przyjedź, to sobie chociaż pogadamy na stypie.
- Nie wypada!
- Nie marudź. Wypada. 
I się rozłączyła. Nie mówiąc mi oczywiście, gdzie pogrzeb ani nic. Telefon zadzwonił ponownie.
-Pogrzeb jest w Parku. Kremować ją będą.
I już wszystko wiedziałam. Park to ostatnio bardzo modne, o ile można mówić o modzie w takim temacie, miejsce. 
Z biegania już nic mi nie wyszło. Wróciłam do domu rozsiewając zapachy. Zamiast feromonów fetorek. Pogrzeb w piątek. Była środa. No dobrze. Niech będzie piątek. Akurat miałam wolne popołudnie. Od kiedy dzieci wyjechały na studia miałam jakby więcej czasu. Wprawdzie Lolo robił co mógł, żeby mi go zagospodarować ale stawiałam się jak mogłam.
- Wiesz, że zmarła teściowa Toski? - zapytałam, gdy tylko Lolo wszedł do domu.
- Nareszcie. Jednak jest sprawiedliwość na tym świecie. A na tamtym świecie niech się teraz martwią co dalej. Bo nie wiem, czy można ją będzie gdzieś dalej już przepchać.
- Podobno nie wierzysz w niebo i piekło?
- Jeżeli chodzi o teściową Tośki to wierzę w piekło w najbardziej klasycznym wydaniu. No wiesz, smoła, czarne diabły itp. Będzie się czuła jak w niebie. I od razu Cię informuję, na pogrzeb nie idę. Zrób tylko zdjęcie, żebym miał pewność, że ona naprawdę nie żyje.
- Zwariowałeś, prawda?
-Nic a nic. Co na obiad?
***********************************************************
Lało od rana. Ale gdy dotarłam do Parku akurat przestało. jakby niebo też chciało dobrze widzieć pogrzeb. Ludzi była garstka. Same starsze panie w garsonkach. Wszystkie ufryzowane jakby właśnie zeszły ze sceny operetki. Prawie wszystkie. 
- Ty, Tośka, co z Luizą? Odbiło jej? Czemu jest w dresie?! I to różowym?!
- Hihihi, bo to idiotka etatowa, mówiłam ci.
- No ale nawet idiotka na pogrzeb raczej ubrałaby się bardziej stosownie.
Luiza, najlepsza przyjaciółka teściowej Toski, miała na sobie piękny różowy dres, białe adidasy z różowymi wstawkami. Na głowie czapkę z daszkiem. Wziąwszy pod uwagę  miejsce a także fakt, że Luzia miała 77 lat, jej widok zapierał dech w piersiach. Głupawki dostałam od razu. Reszta żałobników nie mogła oderwać zafascynowanego wzroku od Luizy. Kobiety dosłownie pochłaniały ją wzrokiem. Nie była lubiana. I to bardzo. Pewnie dlatego nikt nie spytał, czym jest spowodowany jej strój. Bo raczej nie ostatnim życzeniem zmarłej. Chociaż, pomyślałam chwilkę, znając jej złośliwość, wszystko się możliwe.
- Tośka, to jakaś głupota jest - wysyczałam jej w ucho bo ceremonia już się zaczęła- czemu ona jest tak ubrana? Ktoś ją zapytał? Ktoś wie?
- Ja wiem  odsyczała Tośka z kamienną twarzą. Ale jak ci powiem to będziesz musiała wyjść.
- Czemu? Powiedz!
- Ok, sama tego chciałaś. Ta idiotka Luiza dostała zaproszenie na pogrzeb. Przeczytała "park" i myślała, że to będzie taki piknik pożegnalny w parku. Nawet koszyk z jedzeniem przyniosła. Pewnie go teraz trzeba będzie postawić na płycie.- odsyczała Tośka.

Popatrzyłam na nią z niedowierzaniem i trzymając się za twarz szybko wyszłam z budynku. Niech sobie myślą, że mi odbiło i rozpaczam. Uciekłam do samochodu. gdzieś się przecież musiałam wyśmiać.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

PoPionkowo

Pionek odbywa się w Gliwicach od lat ośmiu.

Kawał czasu. Po tych ośmiu latach jest nas, graczy pionkowych, już tysiąc.
A na pierwszym Pionku było nas coś około czterdzieścioro. Jest postęp? Jest.
Pionek zaczyna się już piątkowym popołudniem od rozwijania przepięknej folii ochronnej na parkiecie, poprzez znoszenie z całej szkoły i ustawianie krzeseł i stołów a kończy na zwiezieniu późnym popołudniem lub wieczorem gier.
Potem szybko do domu bo rano trzeba już być w pełni sił.

W sobotę rano włączyłam licznik. Do 10.20 na sali było już 150 osób. Nie licząc oczywiście Pomarańczowych i wystawców.
A potem zaczęło się szaleństwo. Miejsca siedzące skończyły się w okolicach obiadu. Istnieje ryzyko, że ludzie zaczną przyjeżdżać z własnymi krzesłami. Byle nie było wędki i zanęty do kompletu to damy radę.

Pionek...dla mnie Pionek to bomba pozytywnych emocji. Zagrałam aż w jedną grę. Ale za to fajną. Niestety przegrałam więc w grudniu rewanż. Jak się wyszkolę.
Pionek...dla mnie Pionek to moc spotkań z ludźmi. Na dłuższą rozmowę, na wymianę zdania aż jednego.
Ach i och. Kocham ten mój Planszówkowy Świat.
Dziękuję wszystkim za przybycie! I bycie!

piątek, 19 czerwca 2015

Wpis emocjonalny o Ktosiach

Jak już pisałam wielokrotnie, linia 2Pionki powstała bo musiała.
Brakowało nam na naszym polskim rynku gier dla ludzi, którzy niekoniecznie muszą się w grach specjalizować. Mogą gry traktować tak jak ja modę. Ot, wiem, że jest i tyle. Ale niekoniecznie muszę szukać nowinek i biegać po sklepach w poszukiwaniu bluzki z serii "must have" w tym sezonie.

Ale jako gracz doskonale wiem, jaką grę chcę, do jakiej usiądę. 
A jeżeli ktoś nie wie? I taki Ktoś zasiądzie niefortunnie do swojej pierwszej gry w życiu i będzie to strasznie trudne coś po którym nasz Ktoś będzie się czuł jak kompletny idiota? Nawet jeżeli przeżył kawał życia w przeświadczeniu, że idiotą nie jest?
A co będzie gdy do gry usiądzie Ktosia, której całe życie wmawiano, że matma nie dla niej to i w gry nie pogra? I taka Ktosia się boi i wstydzi no bo jak to tak? Nie dosyć, że ma się na głowie blond to jeszcze ma potwierdzać, że dowcipy o blondynkach prawdę głoszą?
A jeżeli nad planszą zasiądzie Ktosiątko? I zamiast świetnie się bawić zacznie ziewać? A wtedy Ktoś i Ktosia popatrzą na siebie i powiedzą "to nie dla nas".

Przyznajcie sami, ile razy siedząc nad planszą mówiliście sobie w duchu: "&%$#$#@# w życiu w to więcej nie zagram" albo "ależ ja nic z tego nie rozumiem"...

Ja dosyć często. Tyle, że ja to nie w duchu. Na głos raczej. Jęczącym i marudzącym głosem. No chyba, że nie wypada. Wtedy milczę.

Ale ktoś, kto siada do gry po raz pierwszy nie ma tej wiedzy. Prawda?
Chcemy, żeby nasze gry pokazały ludziom, że grać może każdy.

Ale, ale...mamy też gry dla dzieci geeków. W te już nie zagra każde dziecko. Wiemy o tym.
Pojawiają się już powoli pierwsze recenzje Wesołej Farmy. Bardzo mnie cieszą bo potwierdzają dokładnie to, co czułam grając. Że gdy mamy dziecko wgrane i myślące to Wesołej Farmie się nie oprze.








wtorek, 16 czerwca 2015

Tales and games czyli bajkogranie.


Gdy Lenka była młodsza awanturowała się gdy wyjeżdżaliśmy na targi gier. Awanturowała się bo na hasło "będziemy tam sprzedawać gry" krzyczała "nie możecie sprzedawać moich gier!".

Teraz już oczywiście wie, o co chodzi. Ale... nadal zdarzają się sytuacje, gdy Lena dostanie jakąś grę i przez kilka dni, czasami tygodni nie pozwala nam jej wyjąć z jej pokoju. Wiemy wtedy, że nasz krytyk domowy w grze się zakochał i że gra zasługuje na to, żeby szła do innych DziecioGeeków.
Gdy przywieźliśmy Tales and Games, musieliśmy odczekać kilka dni aż nasz domowy geek łaskawie pozwoli nam grę odzyskać i pokazać ją innym ludziom. I wiedzieliśmy od razu, że to jest to!
Lenka wprawdzie geekiem jest ale jest też zwykłą siedmiolatką, która doskonale wie, co dzieci w jej wieku lubią najbardziej.
Tak oto nadchodzą nowe gry 2Pionków - Bajkogry.
Są piękne.




poniedziałek, 8 czerwca 2015

Foto relacja z Portalconu VI

Z powodu innych obowiązków, na Portalconie byłam zaledwie przez godzinkę. Ale to wystarczyło, żeby podładować bateryjki dobrego humoru dzięki spotkaniom z fantastycznymi ludźmi!



 Napięcie rośnie
 Która jest godzina?! Znam się tylko na elektronicznym!
 Szalone Zegarki
 Stacja kosmiczna jak drugi dom.
 Niestety statek odpłynął....
 Zostały łupy i kościotrupy....
 Tu było groźnie. 
 I było ciężkie geekowskie myślenie.
 Arti szaleje na wolności, bez dziecka. 
 Dotacja z UE na farmę będzie na pewno.
 Po lewej nasz tester. Nigdy nie ma dosyć.
 Turniejowo z Neuroshimą Hex.





Trzewik jak zwykle tłumaczy.

środa, 3 czerwca 2015

70. odcinek podcastu



Relacja z targów w Birmingham UKGE 2015
Ponieważ byliśmy po raz pierwszy więc emocji moc;-)
Nagrywaliśmy z lotniska we Frankfurcie więc i hałas jest.
Pomimo wszystko posłuchajcie.

wtorek, 2 czerwca 2015

Dlaczego Wesoła Farma?

2Pionki to linia gier zrodzona z potrzeby serca.
Naprawdę.  Podczas różnych dyskusji z Trzewikiem często przewijał się wątek, że nie ma, w naszym odczuciu oczywiście, gier dla dzieciaków, takich jak nasze. Czyli wgranych, ogarniających w mig reguły, wychowanych z grami, myślących.  I nie chodziło nam absolutnie o to, że mamy jakieś nader inteligentne dzieci. Ot dzieciaki w normie intelektualnej. Ale po prostu wgrane, ograne. Takie, które odwiedzając z nami znajomych, którzy mają na półkach gry planszowe - wyliczają:
- O to mamy! I to też! A w to nikt nam nie pozwala grać!
I ciągle brakowało nam takiej gry przy której nasze dzieciaki by się nie nudziły a jednocześnie mogły zagrać same. A my w tym czasie...oczywiście pędem do innej planszówki.
I absolutnie nie chodziło tu o to, że "moje dziecko zagra we wszystko, nawet w trudne euro". Chodziło o grę, podczas której dorosły grający z dzieckiem się nie nudzi a dziecko może SAMODZIELNIE  zagrać z rówieśnikami.
Tak oto zrodził się pomysł pokazania Polsce Wesołej Farmy.
A że są w niej krowy to już jakby całkiem inny wątek;-)
Grę można kupić tutaj.

środa, 27 maja 2015

UK GAMES EXPO niejako przeddzień przeddnia

Ruszyliśmy bladym świtem na targi w Birmingham.
Pełni niepewności jak nas Wyspa powita. Parasolki do walizek się nie zmieściły.
To nasz pierwsza wyprawa do Wielkiej Brytanii. Nie byłam tu nigdy w życiu. Nawet przejazdem czy przelotem. Pierwsza moja myśl była radosna: "wynajmiemy samochód i pozwiedzamy". Po to przecież lecimy dzień wcześniej. Następna myśl...ale jak prowadzić jak się siedzi po stronie pasażera?
A kolejna myśl kosztowała mnie 12 euro na lotnisku. Przecież w UK mają inny prąd!
Nic to.
Plan jest, żeby się dobrze bawić i zobaczyć, czy Osadnicy i inne nasze gry polubią życie na wyspie.
A mi się marzy wizyta tutaj. Ktoś był? Polecacie?
Mamy aż jeden dzień na zwiedzanie;-)

wtorek, 26 maja 2015

Wesoła Farma już na Dzień Dziecka!

Wesoła Farma to gra ekonomiczna dla...dzieci.
Masz dosyć nudnych gier w których los decyduje za Ciebie lub musisz się podkładać, żeby nie wygrywać za każdym razem z dzieckiem? Wesoła Farma rozwiązuje te problemy!
Nie będziesz się nudzić! Nie będziesz się podkładać! Będziesz się zdrowo umysłowo gimnastykować, żeby wygrać! A Twoje dziecko przekona się na własnej skórze, że opieka nad zwierzętami wymaga pracy i myślenia!
Zadaniem graczy jest sadzenie roślin na polu i zbieranie ich podczas zbiorów. Niby prosta sprawa ale gdy się spóźnią to rośliny gniją i wtedy zwierzęta są głodne. A zadaniem farmera jest przecież dbanie o swoje zwierzaki! Farmę przywieźliśmy z Ukrainy. Rozłożyliśmy w domu, zagraliśmy i od razu zaskoczyło. To było właśnie to, czego szukaliśmy dla dzieciaków, które chcą myśleć podczas grania a nie tylko rzucać kostką. Nasz domowy geek (geek to taka osoba bardzo mocno wkręcona w temat) Lenka, zakochał się w tej grze od razu. Przez rok woziłam Wesołą Farmę ze sobą na zajęcia z grami, gdzie mam grupę kilkunastu młodych piłkarzy...Dochodziło do scen ponieważ egzemplarz gry miałam tylko jeden a wszyscy chcieli grać. Pod drzwiami dochodziło do bójek. Wesoła Farma daje dzieciakom to, co najlepszego gra planszowa może dać - zdrową rywalizację i możliwość udowodnienia swojego sprytu. Dzieci to lubią. Lubią wiedzieć, że wygrały bo myślały. Żadna pochwała tego nie zastąpi.

Na najbliższym Pionku planujemy zrobić konkurs dla dzieci z Wesołą Farmą. Zapraszamy dzieciaki od ośmiu lat do wspólnej zabawy. Nagrody czekają!

Wesoła Farma to gra autorów Tajemniczego Domostwa. Przeznaczona dla 2-4 graczy w wieku od ośmiu lat.

poniedziałek, 18 maja 2015

69. odcinek podcastu


Dużo się ostatnio dzieje. Jest o czym opowiadać. Poza zwykłym zestawem dygresji, recenzja gry Design Town. Relacja z Igrowego Pionka oraz zapowiedzi nadchodzących imprez.




video
Igrowy Pionek
Bebok w Bytomiu

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Odcinek #67


Tak, to my. Witamy po przerwie. Tłumaczymy się gęsto.
Odcinek taki jakby bardziej chaotyczny niż zwykle. Ale zebrało się...


wtorek, 31 marca 2015

Co z podcastem?

Trudno w to uwierzyć ale nie mamy czasu.
Jeździmy, latamy, promujemy.
Walizki stoją w łazience, nawet nie ma sensu ich wynosić na strych.
Wieczorne nagrywania podcastu wspominam bardzo miło.
Pewnie jeszcze uda nam się raz na jakiś czas nagrać odcinek ale na razie....
Na razie czas wziął nas we władanie i mocno trzyma.
Zatem do usłyszenia.

czwartek, 19 lutego 2015

Polska edycja Unpub na MiniPionku!





UWAGA! UWAGA! OGŁASZA SIĘ, ŻE NA MINIPIONKU ODBĘDĄ SIĘ WARSZTATY DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY TWORZĄ GRY I CHCĄ ZAPREZENTOWAĆ SWÓJ PROTOTYP.
ZAPRASZAMY SERDECZNIE!
28 marca 2015 w Bojkowie koło Gliwic, ulica Parkowa, Dom Kultury

Warsztaty będą polską edycją bardzo popularnych warsztatów odbywających się w USA o nazwie UNPUB

poniedziałek, 16 lutego 2015

Odcinek #66




Zapraszamy w naszym podkaście na pewne wydarzenie. Mam nadzieje, że Was to mile zaskoczy.
Ale nic nie powiem, posłuchajcie...
Poza tym zapowiadamy zmiany...
I podróże.
No i oczywiście mówimy co w świecie gier planszowych i karcianych słychać.





poniedziałek, 9 lutego 2015

Odcinek #65

Zapraszamy. Plotkujemy jak zwykle. Opowiadamy o grach i o czekających nas podróżach związanych z grami. Jak nie ma gier to Trzewik nie leci;-)


wtorek, 3 lutego 2015

Odcinek #64

Z lekkim poślizgiem ale jest.
Trzewik wzruszony po Portalkonie. Jest w narodzie moc.
Ale poza Portalkonem w świecie gier się też działo...
Posłuchajcie.


piątek, 30 stycznia 2015

Wpis kulinarny trochę wredny

Od nitki do kłębka. Właśnie dotarłam. Wczoraj po necie krążył taki oto wpis:

Mocno mnie zastanowił. Faktycznie, skąd w nas taka potrzeba mówienia o tym, co zjedliśmy? Czemu wszyscy chwalą się dziwnymi potrawami a nikt nie chwali się, że akurat zjadł pyszne frytki i mu z tym dobrze? Że wstyd jeść frytki? No ale wszyscy jedzą. Jedni częściej inni nie.Ale co komu do tego? Nie dostrzegam wokół siebie ludzi otyłych, chorych z przejedzenia. Mówię o moich znajomych. Do kłębka....otóż kłębek:

kłębek powiedział mi, że jeszcze 20 lat temu w Polsce nie było za wiele do jedzenia. Jadło się to co akurat było. I nikt się nad tym nie zastanawiał. Ot obiad to obiad, jem, żeby żyć. A że akurat tylko makaron z serem? Pyszne. I tanie. I zdrowe.A że słabo na zdjęciach wychodzi? Cóż, nie każdy jest fotogeniczny. Wiem to po sobie.
Mając pod opieką sporą rodzinkę muszę gotować codziennie. I gotuję. Zupy, dania drugie w postaci makaronów, placków ziemniaczanych, mięsiwa różnego, naleśników, bigosów, fasoli. Ot, prosta kuchnia codzienna. Nie wiem,czy zdrowa, otyli nie jesteśmy, przeziębiamy się dwa razy w roku, dzieci bez wad postawy i wypadających zębów. To może jednak zdrowa? A może po prostu zaspokajająca potrzeby? Niekoniecznie estetyczne...
Mam wrażenie, że w Polsce przez ostatnie lata narasta histeria żywieniowa. Podobna trochę do histerii ciuchowej sprzed kilku lat, która też nadal trwa. Szał kupowania markowych rzeczy, których jeszcze kilkanaście  lat temu w Polsce nie było można kupić. 
Podobnie z jedzeniem, nagle okazuje się, że jest wiele rzeczy, które można kupić. Markowe jedzenie? Chyba tak. Tak,jak ciuchy. Niektórzy nie mogą bez tego żyć. 
A ja wraz z nowym rokiem postanowiłam, że ograniczam wydatki na jedzenie. Nie będzie markowo. Będzie smacznie i zwyczajnie.



czwartek, 29 stycznia 2015

Żywot testera (nie, nie tostera)


Jakiś czas temu, taki dawniejszy czas temu,  Trzewik zamieścił na swoim blogu wpis na temat   testowania gier. Dostałam tam miano "silent tester". Będąc osobą raczej głośną i hałaśliwa, trudno mi się jest pogodzić z taką nazwą. Ale cóż. Mogę się godzić lub nie ale nadal jestem "silent tester".

Etap "cichego testera" to bardzo początkowy etap testowania gry. Wymaga dosyć dużo silnej woli aby nie rzucać w autora swoimi pomysłami (w naszym odczuciu bardzo twórczymi) a które mogą najzwyczajniej w świecie zakłócić tok myślenia. Siadając przecież do prototypu nie wiemy jaki jest zamysł finalny autora. Często on sam nie wie. Jeżeli dobrze znamy autora i jesteśmy z nim w zażyłych stosunkach to po prostu powie "och, zamknij się, myślę". A jeżeli nie? Jeżeli nie może tak do nas powiedzieć bo nie wypada? To co robi? To się męczy. Tak po prostu.


     Szczerze mówiąc często kusi mnie by oświecić Trzewika jakąś swoją złotą myślą podczas testów.
Zawsze przecież jest szansa, że może nie wie czegoś co ja widzę? Hm, najczęściej widzi. Widzi, ponieważ w początkowej fazie tworzenia gry błędy w niej występujące są oczywiste i nie ma co się wymądrzać. Ot, zwykła matematyka. Której nie znam zbyt dobrze...


     Szczerze mówiąc, gdy Trzewik "wyprowadza" prototyp z domu, jest mi zawsze żal, że to już. Że już gra wyszła z domu, że idzie do ludzi, że będą o niej i do niej mówić i ją zmieniać. No ok, nazwijmy to naprawiać i modyfikować. Że skończył się mój udział cichego testera.
     Zawsze wtedy w głowie kołacze mi się myśl "zrobię sobie swoją grę".


Tylko skąd wezmę "silent testera"?
   
   
   
   
   

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Odcinek #63

Chcielibyście mieć prawdziwy stół dla graczy? Taki z dwoma blatami? Z uchwytem na piwo? Wiemy, gdzie taki kupić. Wiemy też, co w trawie piszczy, I co wyprawia Asmodee. I czemu gra o kotach zarobiła już 2 mln dolarów!
Posłuchajcie. Nie obyło się bez dygresji, jesteśmy w formie....
I czemu nadal chcę kota....



poniedziałek, 19 stycznia 2015

Odcinek #62

Wróciliśmy do naszego podcastu. Droga powrotna była ciężka.
Wracamy z plotkami, dygresjami, dywagacjami....


sobota, 17 stycznia 2015

Wiara czyni cuda.

   
      Wiara czyni cuda. Wiadomo o tym od dawna. Nie wiem,czy komukolwiek na świecie udało się o tym przekonać na własnej skórze ale powiedzenie jest i już.
A gdyby działało i wiara czyniłaby cuda to np w tym tygodniu wszyscy, którzy graja w totka i wierzą, że wygrają, wygraliby kumulację.
A podczas trwającej właśnie sesji, wszyscy studenci, którzy wierzą, że zdadzą egzaminy pomimo braku wiedzy, zdaliby. Bo czemu nie?
A maturzyści? Ulalala, tu by się dopiero działo.
Ale niestety, wiara cudów nie czyni. Tak mi się wydawało. Do niedawna.
Niedawno przekonałam się, że się myliłam co do cudów.
Jest XXI wiek a ludzie odmawiają grania w Tajemnicze Domostwo! I w gry w świecie fantasy!
Z powodu wiary!
To cud!
Wiara czyni cuda...
...głupoty.