wtorek, 21 czerwca 2016

Takie czasy


Czasy nastały takie, że nikomu już się nie chce czytać instrukcji do gier. Nikomu lub prawie nikomu. Wolimy chyba oglądać lub słuchać. O ile słuchać się da. Oczywiście związane to jest też z rozwojem gier planszowych i coraz dłuższymi instrukcjami.
Producenci gier prześcigają się w pomysłach, jak dobrze pokazać grę na youtube by dało się od razu grać. Powstały firmy specjalizujące się w robieniu filmów-instrukcji do gier. Ba! Niektórzy z tych "jutuberów" są nawet sławni.
Oglądamy, ułatwiamy. Całe szczęście, że gry planszowe nie są jak gry na play station czy peceta, gdzie można oglądać co się wydarzy dalej bez grania. Ale może to kwestia przyszłości bliskiej?

Wolicie czytać czy oglądać? A może macie kogoś, kto po prostu uwielbia czytać instrukcje?
Osobiście najbardziej lubię, gdy ktoś mi grę wytłumaczy. A skąd ten ktosiek zna reguły to już niech pozostanie jego tajemnicą.



środa, 8 czerwca 2016

Pionek, jak to było.


Historii Pionka ciąg dalszy. Jak już wspomniałam ostatnio, na pierwszym Pionku było nas tylko 40 sztuk graczy. Na następnym niewiele więcej....Aż w końcu MDK dostał nową siedzibę a dyrektor, Pan Piotr Pielka, zgodził się nam tę siedzibę wynająć. Dostaliśmy do dyspozycji ogromną aulę przy ulicy Barlickiego. Dostaliśmy sale do przeprowadzenia turniejów. Nasi niezawodni wolontariusze zgodzili się być tzw Pomarańczowymi...Nie wiem,czy wiedzieli wtedy, że niektórzy zostaną Pomarańczowi na zawsze już. I tak krok po kroku rośliśmy w siłę. Tylko dzięki temu, że otaczali nas ludzie, którym się Pionka chciało organizować i poświęcać mu swój czas.
Graczy przybywało. Dorastali, rosły im wąsy, brody. Zakładali rodziny i wkrótce zaczęli przyjeżdżać na Pionka z dziećmi, potencjalnymi Pomarańczowymi;-)

wtorek, 7 czerwca 2016

Baba Jaga na socjo!

Wakacje tuż tuż. Już myślimy o walizkach o milionach rzeczy, które musimy kupić/spakować....
Ciekawa jestem, ile rodzin w tym roku zabierze na wakacje gry planszowe. Skończył się już na szczęście ten etap, że ludzie kojarzyli gry planszowe z warcabami i chińczykiem. Ufff. Da się żyć.
Ciekawa jestem, ilu moich wychowanków, z koła gier planszowych, będzie grało na wakacjach. W ilu udało mi się zaszczepić chęć wspólnego spędzania czasu z innymi ludźmi. Ilu z nim udało się namówić rodzinę na zakup gier.
Ciekawa jestem, ile osób sądzi, lub wie, że gry planszowe powinny być obecne w każdej szkole. Ostatnio np. odkryłam, że sporo  uczestników mojego koła chodzi na socjoterapię. Trochę się zdziwiłam. Podczas grania wszystko było ok. Dzieciaki wgrane, sprytne, współpracujące. Jasne, że powodów uczestniczenia w socjoterapii może być wiele. Ale może niektórym z nich wystarczyłoby właśnie granie?

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Pionek, jak to się zaczęło.



Dawno, dawno temu, w odległej....odległych Gliwicach, narodził się Pionek. Wymyślił go Ignacy Trzewiczek, który po prostu grać musiał.
Zaczęło się niewinnie. Dyrektorem Młodzieżowego Domu Kultury był w tym czasie Pan Artur Czok.
Zgodził się, nie wiedząc chyba do końca, na co się godzi, na wynajęcie nam ówczesnej siedziby MDKu. Było to na ulicy Rybnickiej, w bardzo urokliwej willi.
Na pierwszego Pionka przyszło całe 40 osób. Każdy przyniósł ze sobą, co miał do grania.
Wiele gier mieliśmy po niemiecku bo nie było innych wydań. Był przecież rok 2007, planszówki w Polsce raczkowały.
Pamiętam, że grałam wtedy w Manilę. I pamiętam, że ekipa obok mnie grała w coś baaaardzo długiego. Bardzo. Grali przez cały dzień. Niestety nie pamiętam w co, żeby móc tego unikać i pewnie mnie dopadnie.
Wiele osób z tego pierwszego Pionka gra z nami do dzisiaj.
Podczas kolejnych edycji ludzi przybywało, nam przybywało pomysłów. Ale o tym w następnym odcinku.


piątek, 3 czerwca 2016

Etykieta gracza - wpis niecenzuralny.

Wszyscy mamy ekipę, z którą lubimy grać i taką, z którą za żadne skarby i przymusy, do planszy nie zasiądziemy.
Z różnych powodów o których nawet mówić czasami nie możemy bo w świecie dorosłych to NIE WYPADA.
Tzw etykieta gracza istnieje. Ale tylko ta dorosła, nudna...O ileż zabawniej byłoby, gdybyśmy nie musieli jej przestrzegać. Chociaż hm, może nie byłoby zabawnie?
Gdy grają dzieciaki, na różnym poziomie emocji podczas gry, to etykietę mają jakby inną...

- Psze pani, nie gram z nim bo mu wali z gęby!

- Nie dłub w nosie! Mi się potem karty kleją!

- Pierdłeś!
- Mówi się "puściłeś gazy"!
- Co to ma niby znaczyć? Jakie gazy?!
- Nie wiem, mama mi tak powiedziała.
- Zamknij się, pierdłeś.

- Jak się umyjesz to z tobą zagram!

- Nie wkładaj tej kostki do gaci! Ja już tego nie dotknę!

- Grasz czy gadasz? Bo jak gadasz to idź stąd.

- Mógłbyś mi nie deptać po palcach jak gramy?!

To kilka moich ulubionych. Ale będę notować dalej bo dużo się dzieje na zajęciach Pionka Junior.





Nigdzie nie idę!

Muszę się pochwalić! Jest to oczywiście zasługa tego, że gry są fajne, a nie ja, ale i tak się chwalę. Moje koło gier planszowych Pionek Junior, które prowadzę w klasach 1-3 w szkole w Gliwicach, osiągnęło etap "ja stąd nie wychodzę psze pani"/"nie idę na żadne tańce"/'niech pani coś powie mamie, że nie idę". Włażenie pod ławki celem ukrycia się też jest;-)

środa, 18 maja 2016

Kto winien jest?

Jako dziecko jeździłam na wakacje pod namiot. Czasy były jakie były, rozrywek nie było żadnych. Ot namiot, woda, piasek i czasami las. A nawet czasami piłka czy materac. Czasy to były radosne.
Jeździliśmy dużą ekipą. Rodzice, znajomi rodziców, dzieci moich rodziców i dzieci znajomych rodziców...
Cala dorosła ekipa była uzależniona od Remika. Z przerażeniem patrzyliśmy, odpływając w dal na materacu, jak grali od świtu do zmroku w karty. Zmieniali tylko miejsca, ale nie za bardzo. Zmiana miejsca polegała na tym, że co pół godziny, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, zmieniali krzesła. Żeby się równomiernie opalić. Czasy to były jeszcze bezfiltrowe.
W Remika grała moja babcia. Chodziła do Klubu Emerytów i Rencistów i grała na pieniądze. Na szczęście na niewielkie.
Grała też ze mną niezmordowanie w chińczyka, który w PRLu nosił uroczą nazwę Człowieku nie irytuj się.
A jako nastolatka grałam dniami i nocami w kości...
A potem nastały planszówki...i taka jedna przez którą prawie że przestałam grać....Ale to już zupełnie inna historia.

Na pewno też macie w swojej rodzinie kogoś, kogo możecie obwiniać za straty finansowe i przestrzenne wynikające z zakupu gier.

Moje dzieci mnie. A Wy?
Podzielcie się z nami swoimi rodzinnymi historiami.
Dodam tylko, że Babcia Trzewika, mając obecnie ponad 80 lat, gra na komputerze w gry logiczne....